Wyplułem z pyska resztki piórek przepiórczych.
-Pomyślałem, że te będą idealne. Próbowałem zapolować na bażanta, ale mi skubaniec zwiał.
Mary zaśmiała się.
-Ale to nie wszystko!- krzyknąłem z entuzjazmem
-Taaak?- zapytała z mocnym zdziwieniem.
-Tak! Zaczekaj tu na mnie! Za sekundę wracam!
Wyszedłem z groty. W tym samym czasie Marika przylepiała pierza do ścian. Ja uradowany pobiegłem po moją zdobycz. Wiedziałem, że Marika się ucieszy! No przynajmniej ja bym się ucieszył. Skakałbym z radości!
Chwilę później pokonałem wodę i chwyciłem moje znalezisko. Leżało ono na skale. Było szczelnie zakryte, by nikt nie mógł go zabrać. Dumnym krokiem łamagi ruszyłem przed siebie. Niosąc jeleni róg w pysku czułem się jak świeży nabywca czegoś cenniejszego od własnego życia. Znów zacząłem iść slalomem wokoło konarów wystających z wody. Skakałem po skałach. Kiedy byłem obok jaskini Mary oddałem ostatni skok. Znalazłem się już w jej mieszkaniu.
Suczka odwróciła głowę. Wystające z jej pyska pióra, które przylepiała do ścian upadły na ziemię. Krzyknęła przeraźliwie.
-M-Maaa!-Maaaa--MAX!
Dziwne... czy tak ją zaskoczyło, że przyniosłem jej tak ogromne poroże?
I wtedy nagle miałem ciemno przed oczami. Zapadła ciemność, a ja poczułem ogromny, przeraźliwy ból w lewym boku. Upadłem.
<Mary?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz