Max upadł.Podbiegłam do niego i spytałam.
-Nic ci nie jest?-spytałam przerażona
Max nie odpowiadał dlatego szybko pobiegłam po jakiegoś medyka.Wybiegłam z jaskini i pędziłam ile sił w moich łapach,aż się za mną kurzyło.Nigdzie nie mogłam znaleźć żadnego psa który mógłby mi powiedzieć kto jest medykiem i gdzie go mogę znaleźć.Niedaleko jeziora stała suczka jedząca zająca.
-Hej,wież może kto jest medykiem i gdzie mogę go znaleźć-spytałam zdyszała.
-Tak a co?-spytała cie kawsko.
-Nie mam czasu na rozmowę,pomożesz mi czy nie?!-spytałam srogim tonem.
-Ja jestem medykiem-odparła odchodząc od swej zdobyczy.
-Chodź-krzyknęłam kierując się w stronę mojej jaskini.
Suczka pobiegła za mną pędem.Miałam nadzieje ,że nic mu się nie stanie.Droga z każdym kolejnym krokiem wydawała się coraz dłuższa,i nie do przejścia.Byłyśmy już tym zmęczone ale jakoś dobiegłyśmy do mojej jaskini.Gdy do niej weszliśmy...szok.
-To żart-powiedziała wskazując na kałużę krwi.
-Gdzie on jest?-spytałam zszokowana.
-Idę stąd-powiedziała znudzona sunia kierująca się ku wyjściu.
-Nie czekaj!-krzyknęłam zatrzymując ją.
Po chwili zauważyłyśmy ślady krwi.Byłam pewna ,że Max poszedł w tamtą stronę.Tylko co mogło mu się stać?Tego to już nie wiem.Ja i suczka szybko popędziłyśmy za śladami krwi.To co ujrzałyśmy przeszło nasze najśmielsze oczekiwania...
<Max?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz