Przewróciłem oczami zabawnie i westchnąłem. Nie lubiłem się spieszyć, ale najwyraźniej Sode bardzo na tym zależało, a ja nie chciałem jej zawieść. Jednak zanim wstałem, po raz kolejny walnąłem się plackiem w śnieg. To chyba suczkę rozśmieszyła zarazem jak zabawnie zdenerwowało.
-Marvel! Leniu! 3stawaj z zaspy i chodź kalorie spalić- zaśmiała się pod nosem.
-Już, już idę. Nie pali się nigdzie, bo w zimę rzadko zdarza by się coś paliło, ale skoro ci tak bardzo zależy bym wstał to mi pomórz- uśmiechnąłem się i spojrzałem na nią, przekręcając głowę w bok.
Suczka pokręciła oczami i podeszła by mi pomóc wstać. Gdy tylko złapała mnie, ja od razu wciągnąłem ja do zaspy, potem energicznie wstając z śniegu, odbiegłem trochę. Po chwili leżałem już na śniegu z powrotem śmiejąc się w niebogłosy.
-Bardzo śmieszne- fuknęła Sode, wstając z zaspy i otrzepując się ze śniegu, lecz widząc jak powoli dostawałem nagłego ataku śmiechu, również zaczęła się śmiać- Nie odpuszczę ci tak łatwo.
-Gdybyś widziała tylko...- nie mogłem wziąć powietrza do płuc, wręcz dusiłem się przez śmiech- widziała twoją minę zaskoczoną a potem sam upadek... To to też byś nie mogła opanować śmiechu- wybuchnąłem gromkim śmiechem po raz kolejny.
-Nie rżyj tak bo się udusisz- wstała i ostatni raz wytrzepała się z białego puchu- I wstawaj, bo już prawie wieczór.
-Dobrze, już....- wstałem, próbując opanować dziki śmiech i głupawkę.
Widząc jak suczka próbuje otrzepać swoją głowę ze śniegu, podszedłem i pomogłem jej, uśmiechając się szeroko i próbując zapomnieć o incydencie z zaspą i Sode, bo bym się roześmiał jeszcze głośniej po raz drugi. Dostałem mocnego kuksańca w bok od Sode, gdy ta zobaczyła moją rozpromienioną minę i szeroki uśmiech.
Sode?
Coś z tego wyszło x3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz