sobota, 21 lutego 2015

Od Mariki CD Max'a

Siedziałam przy ognisku i cały czas dorzucałam tam drewna by Maxowi nie było zimo.Na moje zawołanie czekaj medyk a sterta fretek czekała na niego.Chwilkę potem pies zaczął się gwałtownie wybudzać.
-Gdzie ja jestem-wymamrotał bezsilnie.
-W mojej jaskini,nie wiedziałam gdzie jest twoja więc musieliśmy iść do mojej-odparłam zmieniając mu opatrunek.
-Co się stało z tym niedźwiedziem?-spytał zaskoczony.
-Oto się nie bój-zaśmiałam się.
-Dziękuje-odparł uśmiechając się delikatnie.
-To ja dziękuje-odparłam dorzucając kłody do ogniska.
-Za co?-spytał.
-Za to ,że mi pomogłeś przy ozdabiani,i za to ,że przyniosłeś te wszystkie rzeczy-uśmiechnęłam się.
-Ja ci tu dziękuje za uratowanie życia a ty mi o piórach nawijasz-zaśmiał się.
-Jutro powinieneś wydobrzeć-odparłam spoglądając na psa.
-Oby-odparł spoglądając na mnie.
     Podałam mu parę fretek,przykryłam go jelenią skórą i dołożyłam trochę do ogniska.Po paru minutach przyszedł medyk i poszperał przy ranach Maxa.Przypisał mi jakieś ziółka i wyszedł.
-Dobranoc-odparłam siedząc w kącie.
-Dobranoc...nie położysz się?-spytał zaskoczony.
-Będę cie pilnować-zaśmiałam się.
-Pff to ja ciebie-odparł zuchwale.
-Wątpię-powiedziałam patrząc na zasypiającego Maxa.
     Po tych ziółkach które przypisał mu medyk,Max śpi jak zabity.A ja tylko na chwilę zasnęłam...
           <Max?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz