Zamarłem, starając się zrozumieć słowa Zampy. Starałem się wychylić pysk jeszcze dalej, aby zobaczyć suczkę, jednak skończyło się to tylko bólem pyska. Cicho zaskomlałem. Nie doczekałem się odpowiedzi. Znów zacząłem szarpać pazurami pręty, wytknąłem nos i strzeliłem oczami w bok, w miejsce, w którym powinna leżeć Zampa. Nie dojrzałem jej.
- Zampa? - szepnąłem
Pies w klatce naprzeciwko mnie łypnął w moim kierunku zirytowanym wzrokiem, szczeknął i zamilkł. W odpowiedzi warknąłem i więcej na niego nie spojrzałem.
- Zampa - powtórzyłem, nieco głośniej. I łagodniej.
Zdawało mi się, że usłyszałem jakby lekkie skrobanie. Przycisnąłem ciało jeszcze bliżej prętów klatki, teraz jestem w stanie ujrzeć suczkę. Leży. Więcej nie zdołałem ujrzeć.
- Twoja suczka zemdlała, nie wysilaj się...
Szybko odwróciłem wzrok od bezwładnego ciała towarzyszki i skierowałem go na starszego psa, który widocznie widział moje wysiłki. Miał klatkę naprzeciwko Zampy.
- A ty kto? - warknąłem, stając w pozie obronnej, co było jedynie nawykiem, gdyż w tym miejscu nie było szans, aby mnie ktokolwiek zaatakował.
- Nazywam się Envoy. Siedzę tu od roku i chcę tobie i twojej dziewczynie pomóc... - odparł
Nie zdążyłem nawet zaprotestować na jego słowa, gdyż wtedy szczeknął inny pies, gdzieś z dalszych części pokoju. I to wywołało lawinę. Widocznie wszystkie tutaj obecne stworzenia przysłuchiwały się naszej rozmowie, a teraz popierały słowa Envoy'a krzykami. Zrezygnowany, wycofałem się. Ułożyłem się w najdalszym kącie klatki i zaczekałem, aż psy się uciszą. Nie, nie chcę ich pomocy...
(Zampa? tak, wiem masakra xd)
Wiem, wiem, mnie nie ma, ale wyjątkowo udało mi się wejść na komputer i napisać opowiadanie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz