sobota, 21 lutego 2015

Od Mariki CD Max'a

Pies wydawał się bardzo miły.Na kilometr było czuć od niego zapał do życia.Moja jaskinia była dość obszerna i wysoka.Był w niej bardzo fajny klimat.
-Jeśli to ma być moja jaskinia to trzeba ją jakoś urządzić-powiedziałam wcielając się w architekta.
-Co masz na myśli?-spytał ze śmiechem.
-No wiesz dużo kwiatów,piórek i innych dupereli!-krzyknęłam pełna zapału.
-Nigdy nie zrozumiem kobiet-odparł kierując się w stronę wyjścia.
-Gdzie idziesz?-spytałam zaskoczona.
-Idę po te twoje duperele,a ty w tym czasie się wysusz-powiedział wychodząc z jaskini.
     Byłam ciekawa co Max mi przyniesie.W głowie cały czasz wyobrażałam sobie gotowe wnętrze mojej jaskini.Każdy kąt,każdy centymetr był dokładnie zaplanowany.Tam powieszę piórka,a tu zrobię wieniec w płatków orchidei.Jeśli takie rosną na tych terenach.Gdy wysuszyłam się podniosłam niedaleko leżącą szyszkę i zaczęłam nią rozczesywać moje rude kołtuny.Czkałam na Maxa dość długo ale było warto.Pod koniec czekania wysunęłam pazury zaczęłam rysować różne szlaczki na ścianach.Efekt był niewiarygodny,a moje bazgroły okropne.Nagle usłyszałam czyjeś kroki.To był Max.
-Jestem-powiedział kładąc na ziemi piórka perliczek.
-Wow jaki cudne-powiedziałam spoglądając na łupy...

<Max?>



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz