"Wiedziała, że ją zranił,
mimo to, nie mogła o nim zapomnieć"
Cóż za ponury dzień. Jak każdy inny z resztą... Dlaczego mój świat tak bardzo musi różnić się od świata wszystkich innych? Czemu muszę widzieć wciąż te same, szare barwy...
![]() |
| [...] "Biegłam jeszcze szybciej" [...] |
-Po co ja w ogóle odchodziłam... Jestem głupia- westchnęłam. Przystanęłam i rozejrzałam się po okolicy. Jak się okazało - byłam w zupełnie nowym miejscu. Usłyszałam dziwny skowyt i wilcze wycie. Przyspieszyłam kroku. Znów to samo. Zaczęła biec. Coraz głośniej. Biegłam jeszcze szybciej, na tyle, ile tylko mogłam. Byłam już zapewne o wiele dalej od niebezpieczeństwa. Wybiegłam na drogę. Pusta... Znikąd pomocy. Jakiej pomocy właściwie? Sama wpakowałam się w to bagno, w którym teraz jestem wybierając własną ścieżkę. A mogłam pozostać z bratem... Już od kilku bitych tygodniu chodzę bez celu po świecie szukając zbawienia.
Nadepnęłam na coś nieprzyjemnego i twardego w dotyku.
-By to szlag!- krzyknęłam i spojrzałam na mą łapę. Na szczęście nic mi się nie stało... Wszystko co robię musi kończyć się katastrofą. Nawet poruszanie się. Jestem chodzącym gównem...
I w ten oto sposób położyłam się pod najbliższym drzewem, a potem zasnęłam, zostawiając dzień ciężkich przeżyć za sobą...
Następnego dnia
Wstałam o bardzo wczesnej godzinie, gdy było jeszcze dość ciemno, ale Słońce już ukazywał się nad horyzontem. Wstałam i zaczęłam węszyć. Byłam głodna... Bardzo głodna. Zaczęłam zmierzać przed siebie. Szłam drogą. Przez całą noc nic tędy nie jechała, więc wygląda na to, że jest to po prostu niezbyt ruchliwa jezdnia.
-Muszę tylko uciec na chwilę...- westchnęłam.
Nagle coś poczułam. Zapach psa. Przystanęłam i zaczęłam nasłuchiwać. Tak dawno z nikim nie rozmawiałam...
Powoli podążałam za ledwo co wyczutym zapachem. Coraz bardziej się do niego zbliżałam. Z dużej odległości dostrzegłam sylwetkę psa.
-Tylko co do cholery jasnej on tu robi tak wcześnie rano?- spytałam szeptem samą siebie. Podeszłam bliżej. Pies był do mnie odwrócony plecami. Starałam się nie szeleścić liśćmi ukrytymi pod dość grubą warstwą śniegu. Kiedy byłam już w dość dobrej odległości i przyjrzałam się dokładniej, dostrzegłam iż jest to z pewnością samiec. Był wysoki i jasnej barwy. I w dodatku spacerował po lesie tak wcześnie rano...
-O cholera. Nie, to niemożliwe...- spróbowałam się mu bardziej przyjrzeć. Stałam na pagórku, wyżej od samca. Poślizgnęłam się na jednej z zamarzniętych kałuż i sturlałam się ze wzgórza wpadając prosto pod nogi psa.
-L-Lydianne!?- wykrzyknął zdumiony... Hiro.
-Nic, a nic się nie zmieniłeś. Nie mówiłam ci, żebyś zwracał się do mnie Lucy, w ewentualności Lyd?- warknęłam na psa. Postąpiłam chamsko. Nawet się nie przywitałam z moją dawną miłością...
-Wybacz mi... Ty też nic się nie zmieniłaś. Tak samo piękna jak w dniu, w którym cię straciłem...- westchnął uśmiechając się lekko.
-Po pierwsze, gdzie zniknęło twoje "panienko"? Po drugie...- nie chciałam dokończyć. -Jak w ogóle ci nie wstyd tak mówić?!- oburzyłam się.
-Po tym co się stało i biorąc pod uwagę to, że zapewne nie jesteś z nikim innym powinienem mówić do ciebie "milady", ale wydrapałabyś mi za to oczy. Nie wstyd mi tak mówić. Przecież cię straciłem... I dobrze wiesz, że bardzo tego żałuję. Gdyby jeszcze była taka możliwość, bardzo chętnie bym do ciebie wrócił i ty wiesz o tym bardzo dobrze. Ale czy nie powinniśmy zostawić przeszłości za sobą? Spójrz... Nie uważasz, że jesteśmy jak te płatki śniegu, które teraz spadają z nieba? Każdy jest...
-Nie. Nie uważam. Zawsze musisz gadać coś o pogodzie, albo zachwycać się naturą...- westchnęłam. -Ale czy nie tym cię uwiodłem?- spytał ruszając "brwiami". Skarciłam go spojrzeniem. Najgorsze jest to, że miał rację. Spodobał mi się, bo był taki oryginalny. Nie szedł za głosem tłumu... Dbał o swój charakter, a nie wygląd. Zawsze wszystkich szanował i mówił bardzo ciekawie... Wstyd mi za to, że go po prostu zostawiłam. Jednak miałam ku temu powody...
-Wiesz, że czasami mam ochotę cię zabić? Zawsze masz rację... To denerwujące.
-Jednakże, wiesz też, iż nie robię tego specjalnie. Zabijesz mnie kiedy już będziesz miała odpowiedni powód, dobrze?- uśmiechnął się do mnie.
-Zamknij się...- skarciłam go. W tamtym momencie aż denerwowała mnie jego obecność. Przypomniał mi o tym wszystkim co przeszłam... O tym, o czym tak bardzo nie chciałam pamiętać.
-Więc Lucy... Może chciałabyś dołączyć do Crazy Dogs? To sfora, do której teraz należę- Hiro uśmiechnął się do mnie.
-Nie wiem czy przyjmą tam kogoś kto popełnił tak wiele błędów jak ja...- westchnęłam.
-Nikt nawet nie spyta cię o przeszłość. Zobaczysz, sfora pomaga zapomnieć o wszystkim i...- nie dokończył gdyż mu przerwałam.
-Zacząć nowy rozdział...- na te słowa Hiro uśmiechnął się i nie wiadomo z jakich powodów przytulił mnie, a potem pocałował w czoło.
-Co miało być?- skarciłam go. Wyglądał na zakłopotanego.
-Przepraszam. Nie odzwyczaiłem się jeszcze...- pies się zarumienił, co wprawiło mnie w zakłopotanie. Hiro oznajmił alfie sfory, iż do niej dołączam, a potem oprowadził mnie po terenach. Miło było go znowu spotkać...
-Więc Lucy... Może chciałabyś dołączyć do Crazy Dogs? To sfora, do której teraz należę- Hiro uśmiechnął się do mnie.
-Nie wiem czy przyjmą tam kogoś kto popełnił tak wiele błędów jak ja...- westchnęłam.
-Nikt nawet nie spyta cię o przeszłość. Zobaczysz, sfora pomaga zapomnieć o wszystkim i...- nie dokończył gdyż mu przerwałam.
-Zacząć nowy rozdział...- na te słowa Hiro uśmiechnął się i nie wiadomo z jakich powodów przytulił mnie, a potem pocałował w czoło.
-Co miało być?- skarciłam go. Wyglądał na zakłopotanego.
-Przepraszam. Nie odzwyczaiłem się jeszcze...- pies się zarumienił, co wprawiło mnie w zakłopotanie. Hiro oznajmił alfie sfory, iż do niej dołączam, a potem oprowadził mnie po terenach. Miło było go znowu spotkać...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz