Warknąłem ostrzegawczo, gdy się do mnie zanadto zbliżyła
- Przestrzeń osobista - wyjaśniłem spokojnym, lecz stanowczym tonem
Przewróciła oczami
- Toż to takie straszne! - krzyknęła, z udawanym przerażeniem - Zbliżyłam się do ciebie, więc trzeba mnie zabić!
Teraz miarka się przebrała. Podniosłem wzrok, który wcześniej wbiłem w ziemię, na suczkę. Lodowaty. Z niebezpiecznym błyskiem.
- Masz dziesięć sekund, aby uciec, potem zacznę cię gonić - mówiłem cicho, ledwo słyszalnie, jednak właśnie przez ten element, brzmiało to groźniej, niż gdybym krzyczał i wrzeszczał, podskakując z wściekłości.
Spojrzała na mnie zdumieniem, widocznie nie spodziewając się takiego przebiegu. Jeśli myślała, że jestem psem, z którym może się zaprzyjaźnić, trafiła pod zły adres. Zacząłem liczyć opanowanym głosem. Gdy doliczyłem do pięciu, napiąłem mięśnie, gotowy do skoku. Suczka stała nadal koło mnie, jednak widząc moje zachowanie, jakby obudziła się z transu i szybko ruszyła biegiem.
- Dziesięć - szepnąłem już do siebie, bo Lexi zostawiła za sobą tylko tuman kurzu. Teraz niech ucieka, ja zajmę się nią wtedy, gdy będę miał ochotę. Dzisiaj jakoś humor mi nie dopisywał...
(Lexi jeśli chcesz to dokończ)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz