- Tej, Walentynka, obudź się. - powiedziałam podchodząc do śpiącego brata.
- Spadaj. - warknął cicho i obrócił się na drugi bok. Przewróciłam oczyma. Musiałam go jakoś obudzić. Tylko jak... Pociągnęłam go za ucho.
- Masz się obudzić. - warknęłam mu do ucha.
- No dobra... Przecież nie śpię. - jęknął z bólu. Puściłam jego ucho, a pies odetchnął z ulgą. Zaśmiałam się cicho.
- Idziemy. - powiedziałam wychodząc z jaskini. Valentino pobiegł za mną.
- Ale gdzie? - spytał jak już szedł obok mnie.
- Poszukamy sobie jaskiń. Przecież wiecznie nie będziemy siedzieć tacie na głowie, nie? - powiedziałam.
- Mi tam jest dobrze. Tyle wspomnień z dzieciństwa. - rzekł zatrzymując się. Stanęłam na przeciwko niego.
- To teraz zawracamy i idziemy do taty. - zaśmiałam się, ale i tak to zrobiłam. Poszliśmy do taty. Ten już nie spał. Leżał z lekko przymkniętymi oczyma. Gdy weszliśmy wstał i przywitał się z nami.
- Tato... - zaczął Valent.
- Tak? - spytał trochę zdenerwowany tata.
- No, bo wiesz... Czujemy się już dorośli i ja, bo nie wiem jak Valentino, chcę iść na swoje. - rzekłam.
- Wiedziałem, że to kiedyś nadejdzie. - powiedział tata i wrócił do legowiska.
- Ja tam zostaję z tobą tato, wiem, że będziesz samotny jak zostaniesz sam. Bo gdyby była mama... - tutaj urwał. Valentino trochę się zagalopował. W końcu tata nie chciał słuchać o odejściu mamy, bo od razu do oczu płynęły mu łzy, ale cóż... Skoro mój brat zaczął ten temat.
- Muszę się z tym pogodzić. Postaram się znaleźć nową partnerkę... Ale wiem, że będzie ciężko, bo żadna nie zastąpi mi waszej mamy. - rzekł.
- Jak to nową partnerkę!? - syknęłam. Byłam oburzona postawą ojca. Nigdy nie myślał o innych sukach, bo kochał tylko matkę. Co mu przyszło do głowy! Wybiegłam wściekła z jaskini. Tata i Valentino wyszli za mną, ale o dziwo nie gonili mnie.
~Po południu~
Leżałam na dość sporym kamieniu znajdującym się w strumyku górskim. Patrzyłam w taflę wody przyglądając się swojemu odbiciu. Nagle usłyszałam głos. Obejrzałam się za siebie. W moją stronę szedł Tramp. Zapomniałam, że niedaleko jest jego jaskinia. Spojrzałam na psa uradowana. Zeszłam z kamienia i podeszłam do niego. Przywitaliśmy się.
- Co tam? - spytał pełen entuzjazmu Tramp.
- Nic. - rzekłam smutna. Pies chyba to wyczuł.
- Widzę, że coś jest nie tak. Co takiego się stało? - zapytał patrząc mi w oczy. Spuściłam wzrok i trochę się zarumieniłam. Nie widzieliśmy się tak dawno, wyrośliśmy, staliśmy się dorosłymi psami. Tak mi się przynajmniej wydawało. Jak byłam mała to nie podobał mi się tak jak teraz. Może trochę przypominał mi Valentina, tylko, że mają zupełnie inny kolor sierści i Valent jest bardziej puchaty. No i mój brat tak jak zresztą ja, jest mieszańcem, a Tramp jest rasowy.
- Pokłóciłam się z tatą. - powiedziałam po chwili. Pies pokiwał głową. Zamyślił się.
- O co poszło?
- No, bo... Moja mama odeszła, zostawiła tatę ze mną, moim bratem i siostrą. A tata chce znaleźć sobie nową partnerkę. - do oczu napłynęły mi łzy. Ciężko przeżywałam rozstanie z matką. No i jeszcze C.A.
- Chodź. Przejdziemy się. - uśmiechnął się Tramp. Otarłam łzy.
- Okey. - odwzajemniłam jego uśmiech swoim delikatnym uśmiechem. Poszliśmy na Wolne Pole.
~Na Wolnym Polu~
Wreszcie wszystkie smutki poszły precz. Byłam z Trampem na Wolnym Polu. Roiło się tam od zwierząt. Niekoniecznie psów. Patrzyłam na bawiące się małe wilczki z rodzicami, małe sarenki z matkami i ojcami. Znowu chciało mi się płakać. Widząc te wszystkie kochające się rodziny... Moja nadal była kochająca, ale już nie pełna. Nie było mamy, C.A.. Dawno nie widziałam też tych wilków, które spotkałam z Suyin pewnego, zimowego dnia. Miałam ochotę ich zobaczyć. Spojrzałam na psa.
- Idziemy nad Blue Cove. - rzekłam do Trampa. Ten zrobił zdziwioną minę, ale i tak się zgodził. No więc jak postanowiłam tak zrobiliśmy.
Szliśmy różnymi zakamarkami. Lasami, łąkami, a ja specjalnie przedłużałam drogę do Blue Cove, bo chciałam spotkać Loonę i Atilę... Tak dawno wszystkich nie widziałam. Nie znałam połowy psów ze sfory. Pamiętam Roobiego, przyszedł do nas jak już się urodziliśmy. Tata mi opowiadał. No znam jeszcze Maxa, Sode, Trampa, a i wielu innych. Ale i tak nie wszystkich. Z zamyśleń wyrwało mnie coś co przebiegło przed moimi oczyma. Było białe jak miniony śnieg, który już zdążył stopnieć. Spojrzałam uradowana na Trampa.
- Czego się cieszysz!? To był wilk. - potrząsnął mną Tramp.
- Loona. - rzekłam cicho patrząc na stojącą za Trampem waderę. Samica uśmiechnęła się do mnie. Pies obrócił się i spojrzał na waderę trochę przestraszonym wzrokiem. Chwilę rozmawialiśmy z waderą, a ona zaprosiła nas do siebie do watahy. Z chęcią poszłam, ale pies był przeciwny temu. I tak poszedł za mną i wilczycą.
![]() |
| (...) Po chwili ziewnęła. (...) |
Spojrzałam na Loonę. Nie wiedziałam gdzie jesteśmy. No dobra... Poza terenami sfory, ale gdzie dokładnie?
- Gdzie my jesteśmy? - spytałam Loony. Ta uśmiechnęła się do mnie. Po chwili ziewnęła.
- Jesteście na terenach mojej watahy. - powiedział głos, który znałam, ale nie przypominałam go sobie. Obejrzałam się dokoła siebie. Tramp również tak uczynił. Spojrzałam na Loonę. Ta uśmiechnęła się do mnie.
- Nie pamiętasz Atili? - spytała z zaciekawieniem.
- No, nie... - jęknęłam cicho. Wadera zaśmiała się. Spojrzałam na Trampa. Ten w ogóle nie wiedział o co chodzi. Zrobiłam zdziwioną minę i wzdrygnęłam ramionami. Obejrzałam się. Zauważyłam wilka zmierzającego w naszą stronę. Uśmiechnęłam się.
![]() |
| (...) Zauważyłam wilka zmierzającego w naszą stronę. (...) |
- Jak możesz mnie nie pamiętać? - zaśmiał się basior.
- Atila... - rzekłam trochę niepewnym głosem. Wilk skinął głową. Uśmiechnęłam się.
Rozmowa trwała do późnego wieczora. Było wyśmienicie. Ale nie dotarłam z Trampem nad Blue Cove i tylko to mnie smuciło.
Pies podszedł do mnie z marudną miną.
- Co się stało? - spytałam trochę rozbawiona.
- Nic ciekawego. Po prostu chciałbym już wrócić do domu. - rzekł. Podeszłam do Loony leżącej koło Atili. Wilk wstał. Wadera dalej jednak leżała. Uśmiechnęłam się.
- Musimy już wracać. - rzekłam do Alf. Atila popatrzył na waderę. Chwilę coś szeptali między sobą, aż w końcu basior zwrócił się do mnie.
- Odprowadzę was. - rzekł. Zgodziłam się.
~U Tramp'a~
Tramp leżał u siebie w legowisku. Spojrzałam na niego.
- Muszę wracać do domu. - powiedziałam podchodząc do wyjścia z jaskini.
- Zostań. Jest już noc. - rzekł. Długo nalegał aż w końcu się zgodziłam. Położyłam się w kącie i zwinęłam w kulkę. Tramp podszedł do mnie.
- Idź do legowiska. Ja będę spał tutaj. - uśmiechnął się. Zmęczona, zgodziłam się i poczłapałam do legowiska psa. Ten zaś ułożył się wygodnie w miejscu gdzie niedawno leżałam ja.
< Tramp? Trochę się rozpisałam >


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz