Byłem zmęczony. Nie mogłem dłużej iść. Spojrzałem się za siebie i spostrzegłem, że słońce zmierzało ku horyzontowi. Postanowiłem na szybko coś zjeść i czym prędzej znaleźć jakieś wygodne miejsce by się położyć. Ba! Nie musi być wygodne! Raczej takie, abym mógł być skryty. Najlepiej jakieś miejsce w krzakach. Zacząłem węszyć. Nagle usłyszałem trzask gałęzi. Szybko odwróciłem głowę w lewo i ujrzałem zająca.
-Idealnie!-pomyślałem. On tylko na mnie spojrzał i zaczął uciekać. Rzuciłem się w pogoń za małym, szybkim i puszystym zwierzakiem. Dzięki zwinnym łapom szybko zacząłem go doganiać. W pewnym momencie gęste krzaki przysłoniły mu drogę. Słyszałem jak szybko oddycha i jak bije jego serce.
-Może go oszczędzę...-zacząłem się zastanawiać i zwolniłem. Z zamyślenia wyrwał mnie upadek.
-Kurwa!-krzyknąłem niezbyt głośno. Zając skorzystał z okazji i uciekł jak najdalej. Wstałem, machnąłem parę razy łapą, która trochę mnie bolała i szedłem troszeczkę kulejąc na prawą łapę. Po kilku sekundach domyśliłem się co spowodowało upadek.
-Skubany! Że też ten kamień musi wystawać akurat w tym miejscu!-myślałem lekko wkurzony. Wykopałem go i wrzuciłem do pobliskiej małej rzeczki. Łapa po chwili przestała boleć. Szedłem przed siebie. Nie miałem żadnego konkretnego celu. Po prostu szedłem. Przypomniała mi się rodzina... NIE! Nie myśl o tym... Nie mogłem zapomnieć miny moich rodziców. Nie wiedziałem, że wtedy będę widzieć ich prawdopodobnie po raz ostatni w życiu... Usiadłem zamyślony patrząc się w... W nic tak naprawdę. Skierowałem głowę w dół. Mój drugi tok myślenia przerwał dźwięk. Ten odgłos był mi jakby znajomy, ale zapach był jak najbardziej obcy. Szybko wstałem i przyjąłem bojową pozycję. Najeżyłem się i wyszczerzyłem swoje niezwykle ostre zęby. Zacząłem warczeć. Zza krzaków wyszedł samiec. Zrobił to co ja. Gdy go zobaczyłem trochę się przestraszyłem. Czułem się słabszy. Widziałem, że jest silniejszy. Instynktownie przyjąłem pozycję ewakuacyjną. Już miałem rzucić się między drzewa, ale pies mnie zatrzymał.
-Ej! Ty! Stój!-powiedział poważnie pełny odwagi i pewności siebie. Stałem jak wryty. Po chwili wreszcie miałem odwagę się odezwać.
-Nie przypominam sobie, byśmy byli na "ty".-odpowiedziałem uszczypliwie. Pies warknął ostro. Schyliłem łeb.
-Kim jesteś i czego tu szukasz?!-warknął nieco lżej. Milczałem.
-Mów, albo ukręcę Ci łeb!-zaczął mi grozić.
-J-jestem Ichimaru...-powiedziałem półszeptem-A...ty?-wydukałem.
-Jesteśmy jednak na ty?-przestał warczeć nieznajomy pies.
-No... Ja... Yyy...-zgubiłem się w tym wszystkim.
-Już dobrze. Odpuszczam Ci. Nie wyglądasz na wroga. Bardziej na... Zagubionego?-zaczął rozmyślać .
-No trochę tak.-odpowiedziałem uspokojony.
-Ja jestem Hiro.-powiedział pies.
-No. Moje imię już znasz. Skąd właściwie jesteś?-pytałem psa.
-Ze sfory Crazy Dogs. Jestem tam samcem Beta.-powiedział dumnie Hiro i się wyprostował.
-Ojej!-powiedziałem głośniej i ukłoniłem się.
-Ehh... Nie trzeba... Wstań proszę.-mówił. Posłusznie wstałem.
-Tak się składa, że poszukujemy nowych członków. Może zechciałbyś... No wiesz. Dołączyć do naszego grona?-spytał.
-W sumie to nie mam nic do stracenia.-zgodziłem się. Poszedłem za samcem Beta. Po drodze widziałem wiele wspaniałych miejsc. Opowiedziałem mu też moją historię. Doszliśmy do terenów sfory.
<Hiro? Wena, że jaciekurcze xD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz