Zerknęłam kątem oka na towarzyszkę, która uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech i odezwałam się:
- Głodna jesteś? - spytałam szeptem, aby nie spłoszyć, być może przyszłej kolacji
Quer jednak pokręciła pyskiem. Ja również miałam pełen brzuch, mogłam wytrzymać jeszcze kilka godzin bez pożywienia. Złapałam wzrok suczki i na bezgłośnie wypowiedziane "trzy, cztery" krzyknęłyśmy chórem:
- BU! - zaskoczona i zdenerwowana samica łosia ruszyła natychmiast biegiem, przyzwyczajona do tego typu szybkich startów.
Po chwili oprócz odcisków kopyt na śniegu, nie było śladu, że przebywało tu to stworzenie. Wybuchłam głośnym śmiechem, a Quer dołączyła do mnie. Upadłam głęboko w śnieg, więc, kiedy przestałam się śmiać i spróbowałam wydostać się spośród białego puchu, nie dałam rady. Suczka zobaczyła moje starania i dostała kolejnego ataku śmiechu, który był zaraźliwy.
Ja też się ponownie zaśmiałam. I nie mogłam przestać
(Quer?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz