Zażenowanie ukryłam sztucznym śmiechem, który bardziej zabrzmiał jak ciężkie westchnięcie niż prawdziwy śmiech. Odwróciłam pysk, aby nie zauważył błysku ekscytacji w moich oczach. Nie należałam do zwolenniczek romantycznych sytuacji, jednak nie miałam też nic przeciwko nim, a niewątpliwie dla psa, który widział nas z daleko, pewnie wyglądało to jak właśnie taka sytuacja. Pies również nie odważył spojrzeć mi w oczy. Po chwili krępującej ciszy, odezwałam się:
- To... idziemy dalej? - starałam się, aby w moim głosie nie usłyszał lekkiego drżenia, jednak nie jestem pewna, czy ta próba mi wyszła
- Tak... - nie wyglądał na psa
Kiwnęłam głową i wstała ze śniegu, otrzepałam się. Bez słowa, bo nie byłam przekonana, że mogę zaufać swojemu głosowi.
- To gdzie idziemy? - spytał Atlas, gdy byliśmy w połowie drogi
- Na Wolne Pole - odparłam, odzyskując już, właściwą dla mnie, pewność siebie - Już niedługo będziemy na miejscu
(Atlas?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz