- Przeżyję - prychnął.
- Dobra! - warknęłam. - Trzy lata temu w Saksonii poznałeś moją mamę i okrutnie ją porzuciłeś.
- Co to ma do rzeczy?
- Urodziła szóstkę szczeniąt, a jedno z nich wychowała. Mnie. Gdy tylko mi o tobie powiedziała pragnęłam odnaleźć ojca. Ruszyłam w świat szukając cię.
- To po co chcesz mnie zabić?! - ryknął.
- Kilka dni po odejściu - kontynuowałam spokojnie. - poznałam Moni. Bardzo miła sunia. Powiedziała mi wystarczająco dużo, bym miała jakiś powód by cię zabić.
- Chwila! - zatrzymał opowieść. - Chodzi o nie? O wszystkie?
- Tak! - warknęłam wściekle i momentalnie stanęłam pionowo. - O moich braci i siostry, o ich urocze matki! Wiesz, chyba z połowa poznanych była w tobie zakochana... Jak mogłeś im to zrobić!
- Nie kochałem ich - przyznał się. - To, że mi się oddawały to ich sprawa.
- A te, które cie nie znały i nie kochały?!
- A to są już psie pragnienia i żądania, których żadna suczka nie pojmie! - oburzył się ojciec.
- Jak możesz być taki bezduszny! - prychnęłam zadzierając nosa.
<Ojcze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz