piątek, 6 lutego 2015

Od Atlasa Do Hope

Suczka miała dziwne poczucie humoru. W sumie była dosyć zabawna, podobało mi się to w niej. Brodziliśmy razem przez śnieg ale w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy. No dobrze... Hope mówiła mi poszczególne miejsca. Ale tak to była grobowa cisza. Postanowiłem ją przerwać biorąc w pysk śnieżek i rzucając nim w Hope. Hope odwróciła się wściekła i spiorunowała mnie wzrokiem. Ja tylko wydusiłem:
-To ta wiewiórka!-wskazałem na najbliższą wiewiórkę która jadła orzecha- Zobacz jak wściekle wgryza się w tego orzecha!
Hope przewróciłam oczyma. I powiedziała:
-Możemy iść dalej??A i...O nie!
Hope nie dokończyła zdania bo zaczęła zjeżdżać z góry. Przerażona suczka wyglądała przezabawnie więc zacząłem się z niej śmiać.Jednak Hope nie było do śmiechu. Była straszliwie przerażona.Zjeżdżała dosłownie parę sekund a darła się w niebo głosy. Ja się ją zbytnio nie przejąłem. Usiadłem sobie obok góry i patrzyłem jak wpada w zaspę. Cała była w śniegu.
,,Biedna Hope..-pomyślałem-Ale jest na co popatrzeć!"
Zaśmiałem się gromko ale nagle sam też poślizgnąłem się i zjechałem z góry. Wpadłem prosto na Hope. Gdy zorientowałem się co się stało było za późno. Hope leżała a ja stałem na niej. Patrzyliśmy sobie w oczy jak jakaś.. Zakochana PARA?! Hope leciutko podniosła łeb i jeszcze dotknęliśmy się noskami. Przełknąłem ślinę i poczułem że moje białe poliki zrobiły się różowe. Zszedłem z suczki i powiedziałem:
-Wybacz..
(Hope??)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz