-Co zamierasz paniczu Arthurze?- spytałem uprzejmie uśmiechając się do mego rozmówcy.
-Myślę, że gdzieś się zdrzemnę lub pójdę nad rzekę- odparł Cheeba.
-W takim razie, czy mógłbym panu towarzyszyć, sir?
-No jasne... Jeśli masz ochotę- Arthur uśmiechnął się przyjaźnie i zaczął podążać w kierunku Blue Cove, a przynajmniej tak mi się zdawało. Miałem rację. Gdy zobaczyliśmy w oddali niebieską toń wody, zaczęliśmy zdrapywać się ze skarpy by orzeźwić się w pięknej rzece.
Po krótkiej kąpieli w dość ciepłej jak na tę porę roku wodę, ułożyliśmy się wygodnie na jednej ze skalnych półek.
-Czyż nie jest tu cudownie, paniczu Arthurze? Uwielbiam podziwiać krajobrazy, a zwłaszcza gdy mają w sobie tyle uroku. No bo cóż innego może być piękne, jak nie czyste wody, bajecznie niebieskiej rzeki jaką jest Blue Cove? W dodatku ten śpiew ptaków. Niby zima, a tych skrzydlatych stworzeń tu nie brak! Zawsze zazdrościłem im umiejętności latania. Czy nie uważasz, że to wspaniała cecha? Można by obejrzeć całą tę okolicę z góry. Obserwować jak stada saren i jeleni przemieszczają się z miejsca na miejsce...- rozmarzyłem się zapominając o Bożym świecie.
-Nigdy nie sądziłem, że można aż tak zachwycić się przyrodą- rzekł nagle Arthur. Zarumieniłem się.
-Zawsze miałem do tego słabość. Przyroda jest doprawdy fascynująca, a przynajmniej ja miewam takie zdanie. Zawsze gdy leżę podziwiając tak wspaniałe otoczenie, zaczynam poddawać się marzeniom. Matka próbowała mnie tego oduczyć, gdyż uważała, że ktoś taki jak ja, nie powinien zachwycać się byle czym. Jednakże ja uważam, że natura to nie jest "byle co". To skomplikowana struktura jaką stworzył Bóg i powinniśmy się nią zachwycać. Och, bo co innego jest tak piękne i jednocześnie straszne jak nie natura? Skrywa w sobie tyle tajemnic!- Arthur wydawał się być zdziwiony moim filozoficznym podejściem do tak zwykłej rzeczy jak przyroda. W końcu nie każdy potrafi tak głęboko myśleć o naturze...
Paniczu Arthurze? :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz