środa, 4 lutego 2015

Od Zampy - C.D. Quer, Devo Say'a

- Mówiłam, żeby nie wchodzić! - warknęłam. - Ale nie, musieliście się popisać!
- Psst! - uciszył nas Devo. - Zapomniałyście, że jest tutaj człowiek? Metr od nas?
- Nie, nie zapomniałam. - szepnęłam, przeszywając go wzrokiem niczym włócznią. Trochę mnie irytował, ale w tej chwili irytowało mnie wszystko. - Może tak jechać całe godziny. I albo nas nie zauważy i będziemy już wiele kilometrów od sfory, albo nas zauważy i tak czy siak do niej nie dojdziemy, bo nam coś zrobi!
- Bez przesady. - Quer wzruszyła ramionami, patrząc przez okno. - Pewnie wysiada co chwila, przecież widziałaś, że było mu niedobrze.
- Może. Ale jeśli nie... To nie wiem co wam zrobię. - rzuciłam, zrezygnowana.
Siedziałam pomiędzy Devo Say'em a suczką, na niewielkim wybrzuszeniu. Dzięki temu bez problemu mogłam się położyć. Chyba byłam jedyną, która się tym przejmuje.
Unikałam autostrady, odkąd wpadłam na niej we wnyki. Przed tym wypadkiem bez zastanowienia wsiadłabym do samochodu i dobrze się bawiła. Teraz? To chyba niemożliwe.
Na każdym zakręcie przekręcałam się trochę w stronę Devo. W tym momencie było mi wszystko jedno, ale nie mogłam ukryć, że ta silna postać niosła mi pociechę.
Za to Quer miała niezłą zajawkę. Co rusz komentowała widoki za oknem i namawiała nas do zobaczenia przewalonego drzewa czy psa w aucie jadącym obok. Z początku wszyscy podnosiliśmy głowy, jednak ja byłam coraz bardziej śpiąca, a pies najwyraźniej nie chciał poruszać łapami, na których położyłam pysk.
Najwyraźniej niedługo potem zasnęłam, bo ominęła mnie cała podróż...

(Devo? Quer?)
Dodajemy akcji i lądujemy daleko od domu, czy ludź nas wywala? :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz