Nieodwracalnie, totalnie, masakrycznie zbił mnie z pantałyku.
Bez kitu, Lethal. Co?
Przez długą chwilę panowała cisza. Myślałam, na ile mogę mu zaufać mówiąc o sobie.
- Dobra. Okej. Nie musisz mówić. Sorry. - mruknął, odwracając wzrok w inną stronę.
- Nie. - wymsknęło mi się. Co ty, do cholery, gadasz?
Spojrzał na mnie. Znów wzrok wyprany z jakichkolwiek uczuć. A może po prostu nie umiem ich odczytywać.
Chciało mi się kląć. Już dawno tego nie robiłam, a wstrzymywanie się dla grzecznej dziewczynki nie jest tym co lubię. Teraz najchętniej bym się poddała i odeszła.
Aż dziwne, że to zrobiłam.
Wtedy to Lethal wyglądał na zbitego z tropu. Pewnie myślał, że podejmę ten wysiłek i zacznę mu tłumaczyć, otwierać się, czy coś.
Nic bardziej mylnego.
Przecież nie taka jestem. A jeśli mam udawać przy nim osobę, którą nie jestem, to wszystko nie ma sensu. Czymkolwiek to jest.
Nie słyszałam, żeby za mną szedł. Za to ja nawet się nie odwróciłam. Nie czułam takiej potrzeby, bo moja głowa stała się wyjątkowo ciężka. Nie czułam zmęczenia, bolącej łapy ani poczucia czasu. Po prostu szłam.
Nie zorientowałam się, kiedy zaszłam na żwirową drogę. Chyba się zapędziłam. W oddali zobaczyłam małe miasteczko, a może raczej wieś. Jednak nie dane było mi ją oglądać.
Podjechał wielki, czarny wóz. Śmierdział moczem i śmieciami, a z jego wnętrza wylazł człowiek o podobnych zapachach. Nim się obejrzałam, cienka pętla zaciskała mi się na krtani.
- No już! - wrzeszczał. - Wchodź, bo nie mam czasu!
Jakbym stawiała opór. Stwierdziłam, że lepiej jest jeszcze pooddychać.
Otworzył boczne przesuwane drzwi i wsadził mnie do klatki. Na tę chwilę byłam najszczęśliwszym psem na świecie, bo zdjął mi ucisk z płuc.
(Lethal? Nie miałam pomysłu na odrobinę dramatyzmu xD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz