Spojrzałam z uśmiechem na Marvel'a. Wyglądał teraz jak mały szczeniak.
- No chodź, wstawaj Marv. Mieliśmy przecież iść nad Blue Cove - przypomniałam mu
- Oj daj spokój. Przecież nigdzie się nie pali - zauważył pies -Daj mi trochę odsapnąć.
- Zgoda, zgoda - zaśmiałam się
- A tak na marginesie to mogłabyś trochę się otrzepać - Marvel wyszczerzył zęby - Jesteś cała biała.
- A ty to niby nie? - zauważyłam otrzepując się z białego puchu
- Ale to się nie liczy. Ja zawsze jestem biały. - odparł pies. Przekręcił się na brzuch i wstał. Wetschnęłam
- Chciałabym mieć białe futro.
- Poważnie? - zdziwił się Marv
- Cóż, może tak trochę. - uśmiechnęłam się - Twoje jest naprawdę piękne.
- Twoje też, poza tym każdy pies jest wyjątkowy.
- Tak masz rację. - zamerdałam ogonem - Skoro już się podniosłeś na cztery łapy to może w końcu dotrzemy nad Blue Cove? Bo nas noc zastanie.
<Marvel? gadka o niczym xd >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz