Hmm... pomysł z Niitą był idiotyczny. Nie chciałam prosić obcej suki, by nakarmiła nasze znalezisko...
-Marvel ale my nie możemy.. em.. to takie nie smaczne...
-No to co masz zamiar zrobić?! -wybuchnął trącając kamienia łapą, ale zaraz potem wyjąc z bólu i spuchniętej kończyny.
-Daj pocałuję biedaczku- zaśmiałam się, a głupi Marcio wyciągnął łapkę.
Kiwnęłam głową z niedowierzaniem.
-Żartowałam idioto (oczywiście idioto było pieszczotliwe ^^)
-To nie żartuj tyle, bo maluszek czeka, a za chwile umrze!

Wtedy to on był górą i ja żałowałam. Wyszłam na dwór, aby zobaczyć co się dzieje. Marvel został z Kiarą. Ujrzałam piękną, dorodną łanię z młodym. Chciałam zapolować, ale wiedziałam, że nie mogę opuścić przyjaciela...
I nagle mnie olśniło! Pobiegłam w stronę zwierzaka. Zaczęłam je gonić, łania chciała się stawiać w obronie malucha, ale jednak uciekała. Szybkim pędem dorwałam ją. Skoczyłam nagle i ... wbiłam się w jej gardło. Spadłyśmy obie. Maluszek stał bezradnie patrząc na bolesną śmierć matki. Wkrótce łania nie żyła. Zatargałam ją do jaskini po czym uśmiechnęłam się wypluwając resztki sierści i mówiąc:
-To jest zbawienie dla Kiary! ONA ma mleko!
Z gestem triumfu wypięłam dumnie pierś. Całkowicie zapomniałam o jelonku, którego karmiła przed śmiercią,
Wkrótce osierocony malec stanął w wejściu do jaskini, a ja zdałam sobie sprawę, że ... zabiłam mu matkę! Wtedy dotarło to do mnie, że osierociłam jelonka! Ale ze mnie bestia!
<Marvelciu? Soł dramatic! :o>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz