Szybko.
Strzelby.
-Biegnij Lora!
Szybciej! Biegnij szybciej!
*wystrzał*
-Loreleí! Nie!
Biegłem przez las niosąc waderę na plecach. Słyszałem tylko
tętent łap o twarde podłoże. Wielu łap.
Otaczała mnie wataha wilków. Co chwila padały wystrzały, ludzie deptali nam po
piętach. Czułem jak wilczyca, którą niosłem opada z sił. Skręciłem gwałtownie,
żeby zmylić pościg, a reszta stada pobiegła za mną. Nigdy nie opuściliby swojej
alfy, chyba, że mieliby pewność, że nie żyje.
W oddali dostrzegłem wzgórza – skierowałem się w ich stronę.
Tam łatwiej będzie zgubić prześladowców. Biegłem dalej, mijałem porośnięte
mchem głazy. Nagle, zza jednego z nich wyszła suka.
-Pomocy! – krzyknąłem na całe gardło. Husky nic nie
powiedziała, tylko wskazała na jaskinię za jej plecami.
Wbiegłem do środka,
wataha poszła w moje ślady. Słyszałem jak pogoń mija naszą kryjówkę. Położyłem waderę na chłodnym podłożu i zacząłem
wydawać rozkazy:
-Ty! Przynieś coś miękkiego! – wskazałem na wilka – Ty! Ty
idź po coś, czym można będzie zatamować krwawienie!
Z rany postrzałowej w brzuchu wilczycy sączyła się
szkarłatna posoka. Wilki uwijały się przy swojej przywódczyni, ktoś przygotował
prowizoryczne posłanie. Nawet nie pamiętam z czego było zrobione. Biało-czarna
suka wpadła do jaskini z naręczem jakiś ziół w pysku. Podeszła do leżącej alfy
i zaczęła ją opatrywać. Po pełnych udręki minutach, które zdawały się ciągnąć w
nieskończoność, nieznajoma wreszcie odstąpiła od wadery. Jej bok wyglądał o
wiele lepiej, futro było czyste, rana zakryta.
Upewniłem się, że stan Loreleí jest stabilny, po czym
podbiegłem do suki z zamiarem dowiedzenia się czegoś więcej.
-Gdzie my właściwie jesteśmy? – zapytałem tonem
wypranym z emocji.
Westchnąłem, wznosząc oczy do góry.
-Dzięki – wydusiłem.
-Jestem Sode No Shirayuki – przedstawiła się – beta sfory
Crazy Dog's.
-Maneki-Neko.
Sode No Shirayuki?



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz