wtorek, 3 lutego 2015

Od Casley'a do Kai

Jako, że jestem szpiegiem, to szpieguje podejrzane psy. Widziałem niedawno suczke Husky. Szła z czymś podejrzanym. Zacząłem za nią iść. W końcu skoczyłem na nią.
- Łapy do góry zdraj... - zauważyłem, że podejrzany przedmiot to kość. - Sory.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęła się suczka. - Jestem Kaya, miło mi.
- Casley. - podałem łapę w stronę suczki. Ona z uśmiechem uścisnęła. - Pomyślałem że ta kość, to jakiś podejrzany przedmiot i zdradzasz sforę. Sorka, śledziłem cię.
- Nic się nie stało. - odpowiedziała (nadal z uśmiechem) Kaya.
- To dobrze. - mimowolnie uśmiechnąłem się. Kaya była nawet... fajna.
Zacząłem węszyć.
- Boże... - przetarłem oczy ze zdumienia. - Gdzieś w pobliżu jest obca sfora...
- Boże! - przestraszyła się Kaya. - A co jak nas zaatakują?
Usłyszałem szczek. Pociągnąłem Kayę za dąb.
...Zobaczyłem psy. Obce psy...
- Trzymaj się mnie. - poleciłem suczce. Chwyciła się moich pleców, a ja zacząłem się wspinać. Natrafiłem na duże rozgałęzienie, dziwne, po środku był tak jakby... okrąg. Zmieściłyby się w nim 3 psy i jeszcze szczenię. Kaya mnie puściła. Zacząłem się rozglądać.
Zobaczyłem psy. Obce psy. Obce psy na terenach naszej sfory! Większość to były labradory, owczarki niemieckie, wyżły i mieszanki tych ras. Było też kilka Border Collie i Owczarków Australijskich. Cóż, duża sfora. Jednak nie większa niż nasza! Psy węszyły, szczekały i warczały. Jakby nie mogły się doczekać, aby zabić któregoś z nas! Psy były dokładnie pod drzewem, kilka z nich obsikało je. Zobaczyłem czarnego owczarka niemieckiego, czarnego jak noc. Oczy tak brązowe, że wydawały się aż czerwone. To zapewne ich Alfa. Taaa... skoro im rozkazuje to tak. Usłyszałem trochę wyraźniejszą rozmowę psów.
- Gdzieś tu są! Wiem to... - warknął czarny owczarek.
- Czuć mocny zapach... ale psów nigdzie! - powiedziała zaskoczona suczka Wyżła.
Przysłuchiwałem się ich rozmowie. Mówiły o napadzie na sforę. Obmawiały cały plan! Tak się zasłuchałem, że zapomniałem o Kai. Nagle Kaya zakaszlała. Psy nas wyczuły i usłyszały. Zaczęły wspinać się na drzewo.
- Właź na plecy! - krzyknąłem do Kai.
Suczka posłusznie weszła. Nagle jednak za nami pojawiły się psy.
- Nie uciekniecie! - warknął owczarek.
Zaśmiałem się. Kaya spojrzała na mnie niepewnie, a ja nie zważając na nią, zeskoczyłem z drzewa.
Gdy spadłem, zepchnąłem z siebie Kayę i pomogłem jej wstać. Musieliśmy uciekać...
<Kaya?>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz