środa, 4 lutego 2015

Od Niity

Myłam mojego syna, chyba już osiemnasty raz dzisiaj... Alex przed chwilą wyszedł. Ja zostałam z dziećmi.
- Dobra Valentino, dość - powiedziałam do syna i odepchnęłam go. Obrażony odszedł do swojej bliźniaczki. Podniosłam się z ziemi. - Kogoś jeszcze umyć? - Valentino już chciał podejść, ale skarciłam go spojrzeniem. Moje córki patrzyły na mnie jak na widmo. - Nie, to nie.
Usiadłam obok C.A. i ziewnęłam głośno. Po chwili podeszła do mnie Suyin. Jest moim skarbem, moim dzieckiem, mym ptaszkiem... Najmłodszym dzieckiem!
- Mamo? Kiedy wyjdziemy na spacer? - spytała sunia. Wyjrzałam przez wyjście.
- Możemy nawet teraz - oznajmiłam.
Szczeniaki się ucieszyły. No dobra! Tylko dziewczynki... W sumie... Wychodzenie na dwór przypomina mi kim byłam zanim urodziłam czwórkę mych pociech. Wyszliśmy przed jaskinię, a dzieci rozbiegły się wokoło. Nagle usłyszałam szelest. Obróciłam się w kierunku dźwięku i zobaczyłam złotego, puchatego psa.

<Casley? Chciało? Ma!>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz