Patrzyłam ojcu głęboko w oczy. W jego czarne, mroczne i nieme jak moje oczy. Krew lała się powoli z rany na szyi. Patrzyłam na ojca z wielką nienawiścią. Był bardzo silny, silniejszy niż sądziłam...
- Zemsty! - krzyknęłam i niespodziewanie kłapnęłam zębami z centymetr od pyska psa. Odwróciłam się i zaczęłam szybko biec. - Jeszcze Cię dorwę! - dodałam znikając w lesie.
Szłam naburmuszona. Teraz wiem jedno. Ramm jest blisko i wie o mojej obecności - muszę się ukrywać. To jest pewne. Moja zemsta może w chwile stać się zemstą ojca. Choć... nie do końca zemstą... Cóż, nie będę filozofować!
Nagle usłyszałam łamanie gałęzi. Lazł za mną?! To niewykluczone... Najeżyłam sierść i spojrzałam w kierunku odgłosów. Wręcz mi ulżyło gdy zobaczyłam schodzącą stokiem suczkę husky. Ale czy ta ulga nie jest oznaką słabości?
- Witaj! - oznajmiła z uśmiechem na pysku suczka podchodząc do mnie. - Jak ci na imię?
- Uważaj na słowa! - warknęłam. - Nie jestem szczeniakiem, byś tak do mnie mówiła!
- Och! Przepraszam, jeśli to tak zabrzmiało - rzekła nieco spokojniej i łagodniej. - Na imię mi Sode No i jestem betą sfory Crazy Dogs, na której terenach aktualnie przebywasz.
- Crazy Dogs? - zdziwiłam się. - O tym mówił Rammstein!
Gdy krzyknęłam te słowa z mojej szyi na ziemię polała się krew. Syknęłam
- Jesteś ranna! - zauważyła Sode.
- Nic takiego - warknęłam odganiając jej uwagę. - Czy Ramm należy do sfory?
- Tak sądzę - powiedziała. - Mógł go zaprosić alfa... Znasz go? On ci to zrobił?
- Taaak...
- Cóż... To poniekąd obowiązek członka Crazy Dogs. Bronić nasze tereny przed intruzami.
- Chętnie dołączę do tej waszej sfory - oznajmiłam obojętnie. Będę miała łatwiejszy dostęp do ojca...
Suczka się uśmiechnęła. Powitała w sforze i zostawiła samą sobie.
~ Następnego ranka ~
Oblizałam pysk widząc o poranku ojca, leżącego nad strumykiem. Był poniżej mnie, za krzakami. One były idealna kryjówką! Zakradłam się powoli i wyskoczyłam rzucając się na psa. On nawet nie patrząc w moim kierunku schylił głowę. Przeleciałam nad nim i wpadałam do lodowatej wody. Rammstein się zaśmiał.
- Mogłem zatrzymać twój lot, łapiąc za szyję, mogłem z łatwością pozbawić cie życia - powiedział drwiąc ze mnie. - ale za wszelką cenę, chciałem zobaczyć jak lądujesz w wodzie!
- J-j-jak? - zadrżałam.
- Jesteś hałaśliwa jak tłum ludzi! - prychnął. - Już głośniej być nie mogłaś?!
Wściekłam się i znów spróbowałam chwycić psa za gardło. On nadal śmiejąc się odepchnął mnie. Byłam totalnie wpieniona!
- Nie myślałam, że ktoś pozbawiony sumienia może mieć takie poczucie humoru - powiedziałam z zadziornym uśmieszkiem.
<Tat... Ojcze? Nie dopisuj mi nic pod opowiadaniem w roboczym xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz