poderwały się setki pomarańczowych motyli. Były wszędzie - morze rudych skrzydełek tworzących niesamowity szum, jak na coś tak małego i delikatnego. Patrzyliśmy oniemiali na ten niesamowity widok, nie mogąc się nadziwić pięknem otaczającej nas natury. Westchnęłam w niemym zachwycie, spoglądając na Hiro kątem oka, gdyż nie chciałam przegapić ani sekundy z pięknej sceny. Pies przyglądał mi się z błogim uśmiechem. Również uniosłam kąciki pyska, lecz nadal nie odrywałam wzroku od wciąż wylatujących z kryjówek w trawie motyli.-Nie musicie uciekać, nic wam nie zrobimy - powiedziałam łagodnie, nagle przerażona chaotycznym lotem stworzonek. Wiele z nich zderzało się w locie. Mogą sobie zrobić krzywdę! Na szczęście po mojej interwencji chmara uspokoiła się, zataczając delikatne koła nad naszymi głowami. Zaśmiałam się radośnie, a echo rozniosło się po całym lesie. Spojrzałam na Hira z miłością. Dla takich momentów warto żyć, tak jak kiedyś powiedział mój partner. Zbliżyłam się do ukochanego i przytuliłam go. Odwzajemnił uścisk, przymykając oczy. Dłuższą chwilę trwaliśmy w tej pozycji, kiedy nagle mój pysk wykrzywił grymas.
-Coś się stało? - zapytał zaskoczony Hiro.
-Nie nic... - uspokoiłam go, z powrotem przybierając wyraz spokoju na pysku. Pies nie wyglądał na przekonanego, dalej przyglądał mi się z uwagą. Po chwili poczułam kolejną falę bólu w okolicach miednicy. Mimowolnie syknęłam z bólu.
-Idziemy do medyka - powiedział łapiąc mnie za łapę i ciągnąc w stronę sfory.
-Nie, czekaj! - skrzywiłam się. Kolejny ucisk wywołał u mnie mroczki, dałam się pociągnąć w rozmazaną plamę zieleni...
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz